poniedziałek, 11 grudnia 2017

Każdy chował po kilkanaście luźnych czeladzi


Bardzo ciekawa notka dotycząca armii litewskiej z przełomu XVII i XVIII wieku. Dotyczy ona luźnej czeladzi panoszącej się po kraju i żyjącej z rabunku, często de facto utrzymując z tego swojego towarzysza. Nic dziwnego że szlachta była bardzo zainteresowana zwinięciem tak uciążliwego komputu:
Był też abusus[1] w wojsku litewskim, że towarzysz husarski, petyhorski albo pancerny, chował po kilkanaście luźnych czeladzi, którym nie panowie, ale oni panom od siebie płacili, dawając każdy od siebie po taleru bitym i więcej drudzy, na tydzień, do tego i siebie i pana sustentowali[2]; a takim wolno było rabować, co chcieli na czaty wychodząc. Tu ztąd snadno zważyć, co za spustoszenie kraju za taką licencyą działo się w ciągnieniach.



[1] Nadużycie.
[2] Utrzymywali. 

czwartek, 7 grudnia 2017

Zbiory Riksarkivet dostępne za darmo (już niedługo)


Wspaniałe wieści ze Szwecji, Święta nadeszły nieco szybciej. Wczoraj szwedzki parlament poparł wniosek rządowy o przyznaniu Riksarkivet grantu na darmowe udostępnienie swoich zasobów z platformy SVAR online. Do tej pory można je było czytać odpłatnie (sam dwa razy miałem roczną subskrypcję) – archiwum planuje je udostępnić za darmo of 1 lutego 2018 roku. Niesamowita gratka dla badaczy armii szwedzkiej, z interesującej mnie epoki będą np. XVII-wieczne popisy armii szwedzkiej, naprawdę bardzo ciekawy zbiór informacji. A to tylko wierzchołek góry lodowej, będzie można tam znaleźć dużo dużo więcej. Jak tylko zbiory będą w wolnym dostępie, poinformuje (z odpowiednimi linkami)) o tym na blogu. 

wtorek, 5 grudnia 2017

Ale petarda, rzekł mistrz Walther


Dziś gratka dla miłośników XVI-wiecznej artylerii. W 1582 roku Walther Litzelmann opublikował swój Artillerierbuch, gdzie możemy znaleźć mnóstwo rysunków dział, petard i podobnego ustrojstwa. Autor służył w bawarskim arsenale w Ingolstadt, więc raczej wiedział o czym pisze. Zdigitalizowany manuskrypt można znaleźć na stronie BSB, polecam bo naprawdę jest co podziwiać. Początkowo zamierzałem ściągnąć karty z rysunkami i zrobić z tego kolejny album na mojej stronie na FB, biorąc jednak pod uwagę, że książką ma blisko 500 stron, a praktycznie na każdej jest jakiś szkic, byłoby to zbyt czasochłonne.  Zainteresowani mogą sobie więc ściągnąć sami…


poniedziałek, 4 grudnia 2017

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. VII


Dawno nic nie pisałem o sir Francisie Walsinghamie i spiskom przeciw Elżbiecie I. O tzw. spisku Babingtona z 1586 roku – którego bezpośrednim następstwem było skazanie i egzekucja Marii Stuart – warto poczytać chociażby na Wiki, nie będę więc zajmował się szczegółami. Spiskowców ujęto i po krótkim procesie skazano na powieszenie, rozciąganie i ćwiartowanie. Znalazłem jednak ciekawą anegdotę dotyczącą spiskowców, ukazującą dobrze realia epoki. Kiedy jeden z głównych autorów spisku, jezuita John Ballard, wpadł w ręce ludzi Walsinghama, wśród jego towarzyszy wybuchła panika. Grupa przywódców spotkała się na pośpiesznie zwołanym zebraniu, z którego pochodzi ten oto znakomity dialog[1].
Anthony Babington: Ballard pochwycony, zdradzi wszystko [o spisku]! Cóż czynić?
John Savage: Nie ma innego wyjścia, jak tylko natychmiast ją [królową Elżbietę] zabić.
AB: Dobrze więc. Udasz się więc jutro na dwór i tam dokonasz tego czynu.
JS (wyraźnie zalękniony): Nie mogę… Mój strój... Nie jestem godnie przyodzian. W tym stroju nigdy nie dopuszczą mnie w pobliże królowej.
AB (wściekły): Maszi! (podaje mu pierścień ściągnięty z palca i mieszek z pieniędzmi) Do dzieła!
Niedługo po tym (jakże owocnym) spotkaniu, Babington w towarzystwie dwóch przyjaciół uciekł z Londynu. Ukrywał się w Middlesex, skróciwszy włosy i zabarwiwszy twarze wyciągiem z orzechów włoskich. Dziesięć dni później wpadli jednak w ręce ludzi królowej, a 20 września pierwsza grupa 5 spiskowców (w tym Babington. Ballard i Savage) stanęła na szafocie. Rozwścieczona Elżbieta I nakazała dodatkowe tortury w czasie egzekucji. Wywołało to jednak takie oburzenie widzów, że kiedy następnego dnia miała miejsce kaźń kolejnych 7 spiskowców, ukrócono ich męki już przez powieszenie. W październiku tegoż roku przed sądem stanęła Maria Stuart, a kat pozbawił ją życia przez ścięcie 8 lutego 1587 roku.




[1] Nieco ubarwiając, acz w oparciu o zeznania spiskowców -  za wspaniałą książką Roberta Hutchinsona „Elizabeth’s Spy Master” (London 2006). 

niedziela, 3 grudnia 2017

Siedmiogrodzka mąka, sól i woły na kanapki


Podczytywałem sobie znowu Pamiętniki ambasadora Ludwika XIV… autorstwa Huguesa de Terlon i zdałem sobie sprawę, że nie przytoczyłem jeszcze na blogu jego krótkiego opisu armii siedmiogrodzkiej. Jako że takie informacje dotyczące wojaków Jerzego II Rakoczego są zawsze w cenie, pozwolę sobie więc teraz na krótki wypis, bo też Francuz wystawił istną laurkę wojskom siedmiogrodzkim:
W trzecim dniu jazdy zwiadowcy szwedzcy powracający o świcie zawiadomili, że spotkali sześć tysięcy Kozaków wchodzących w skład przednich straży armii [siedmiogrodzko-kozackiej]. Składała się ona istotnie z sześćdziesięciu tysięcy ludzi: Siedmiogrodzian, Węgrów, Kozaków, Mołdawian, Wołochów oraz z dwóch regimentów niemieckich[1], nie licząc artylerii i wszystkich zapasów broni i żywności. Książę [Rakoczy] zabrał nawet mąkę i sól na potrzeby własnego stołu. To wszystko znajdowało się w wozach ciągnionych przez woły, które w razie potrzeby mogły posłużyć na wyżywienie oddziałów. Jeźdźcy siedmiogrodzcy i niemal wszyscy inni byli przepięknie odziani. Mieli wspaniałe, bogate kaftany, na czapkach zaś orle i sokole pióropusze ozdobione szlachetnymi kamieniami. Dosiadali równie pięknych koni, których uprząż była czysta jak odzienie.
W dalszej części tekstu znajdujemy interesującą wzmiankę dotyczącą piechoty Rakoczego:
Król Szwecji ponaglał księcia Rakoczego do zaopiekowania się Krakowem, należącym do niego zgodnie z podziałem. Mógłby wówczas wycofać stamtąd swoje własne wojsko. Zarówno książkę, jak i Kemeny Janos wykręcali się od tej propozycji, podając najróżniejsze powody. Twierdzili, że ich piechota jest i tak zbyt słaba, aby jeszcze uszczuplać o oddziały potrzebne do strzeżenia miasta. W dodatku ludzie ich nie przywykli do obrony fortyfikacji.
Mam też przytyk do jakości roboty wykonanej przez siedmiogrodzkich inżynierów:
Most w Zawichoście został wykonany przez Szwedów z dość dużą starannością, czego nie można powiedzieć o tym, który zbudowali Siedmiogrodzianie.



[1] Chodzi o najemną piechotę niemiecką, w armii Rakoczego służyli też dragoni. 

czwartek, 30 listopada 2017

Pechowe spotkanie z kulą armatnią


Nader krwawa anegdota z września 1674 roku -  w roli głównej sir William Ballandine, który przybył do obozu armii holenderskiej na czele sześciu kompanii piechota ze Szkocji. Oficer ten wybrał się z wizytą towarzyską do generała Rabenhauta, walczącego w szeregach armii oblegającej Grave. W drodze powrotnej  do głównego obozu, postanowił odwiedzić francuski fort wysadzony i opuszczony przez załogę. Tragedia wydarzyła się już po opuszczeniu zniszczonej placówki. Wracając, został zabity kulą armatnią, która trafiła go w plecy, wyrywając większą część ciała, zostawiając głowę i ręce wiszące tylko na skrawku skóry; jego serce – wciąż w całości – znaleziono kilka kroków od tego miejsca. Zginął także towarzyszący mu porucznik. Pozostałości ciała [Balladine’a] zebrano i przewieziono do Bolduc, by tam pochować.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Z mistrzem Rupertem pod Pawią


Co prawda wrzuciłem to już na swoją stronę na FB, ale fragmenty są tak śliczne że i tu nie może ich zabraknąć. Pochodzący z ok. 1529 roku obraz Ruperta Hellera, przedstawiający bitwę pod Pawią w 1525 roku. Śliczna sprawa, mamy ciężką i lekką jazdę, lancknechtów i artylerię. Obraz do 1648 roku znajdował się w Pradze, tam został zdobyty przez Szwedów i trafił do Sztokholmu, gdzie można go teraz podziwiać w Nationalmuseum.